Twoja intencja mszalna została wysłana.

Wystąpił nieoczekiwany błąd formularza.
Proszę spróbować ponownie.

Wyszukiwarka

Święty

Krzyż

Pierwsze dni II wojny światowej na Świętym Krzyżu

Strona główna » Aktualności » Pierwsze dni II wojny światowej na Świętym Krzyżu

wielkość tekstu: A | A | A

1 września o godzinie 4.35 zbombardowaniem Wielenia Niemcy rozpoczęli II wojnę światową. Od tego momentu przez najbliższe 6 lat nasz kraj, nasi przodkowie doświadczyli niezwykłego okrucieństwa ze strony najeźdźców zarówno z zachodu jak i ze wschodu.

Również mury klasztoru Świętego Krzyża stały się niemym świadkiem dramatycznych wydarzeń wojennych. Warunki bytowe na Św. Krzyżu w czasie wojny były bardzo trudne. Niemcy aresztują i wywożą część oblatów świętokrzyskich do więzień i obozów. Ponadto klasztor nie posiadał ani skrawka pola, a przy kościele nie było i nie ma parafii. Zakonnicy żyli tylko z jałmużny litościwych ludzi. Młodzi oblaci pracowali w lesie jako drwale. Wreszcie rozproszyli się szukając schronienia i pracy u życzliwych księży proboszczów. Na miejscu pozostał O. Prowincjał Wilkowski i kilku braci. Mimo tych trudności i zagrożeń Oblaci nie opuścili Św. Krzyża. Jako jedyni mieszkańcy na tym leśnym odludziu chronili zabytek przed rabunkiem i kompletną dewastacją równocześnie udzielając co jakiś czas pomocy oddziałom AK.

Jesienią 1941 roku hitlerowcy urządzili w budynkach klasztornych zajmowanych poprzednio przez więzienie, obóz zagłady dla jeńców radzieckich. Przeciętny stan obozu wynosił około 2 tyś. osób. Kilka razy go uzupełniano. Wykańczano jeńców głodem i chorobami zakaźnymi. Obóz jeniecki na Św. Krzyżu był z góry przeznaczony na wyniszczenie. Obóz zlikwidowano w II połowie 1942 roku. Trwałym dowodem zbrodni niemieckich są mogiły na polanie Bielnik, gdzie spoczywa około sześciu tysięcy jeńców. W ostatniej fazie wojny front zatrzymał się parę miesięcy prawie u podnóża Łysej Góry, co stało się powodem dodatkowego zniszczenia budynków klasztornych.

Powróćmy jednak do tematu zawartego w tytule tego artykułu i „posłuchajmy” historii brata Tomasza Szóstaka OMI naocznego świadka pierwszych dni wojny w świętokrzyskim klasztorze. Jego wspomnienia są zapisane w kronice klasztornej Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej ze Świętego Krzyża.

Pod wieczór na początku wojny wyprowadzono więźniów, a pozostawiono najgorszych 300 w karcerach i 7 w szpitaliku chorych. Nam nie było wiadomo, że część więźniów pozostawiono w karcerach i szpitaliku, a tym więcej, zastrzelonych w piwnicy. Na drugi dzień słyszymy wrzaski i krzyki, bo ci z karcerów chcieli się wydostać- właśnie w kaplicy odprawiała się Msza Święta. O. Kulawy poprosił wszystkich cywilów, aby jak najszybciej udali się do domu. Razem z o. Cieślakiem poszli do więzienia, aby przekonać pozostawionych więźniów, że ich wypuszczą lub postarają się, by ich też zabrano. Podano im chleba i wody i też uciszyli się. Koło południa przyszli strażnicy (o. Jan Kulawy telefonował do Naczelnika do Słupi, który przysłała strażników), zakuli ich i zabrali. Zostawili tylko chorych w szpitaliku i prosili, aby podać im coś do jedzenia. Przygotowałem kaszkę manną na mleku i zanieśliśmy im, bo klucze od bram więzienia pozostały u nas. Kto jeszcze oprócz o. Jana Kulawego był ze mną, już nie pamiętam. Po otwarciu szpitalika rozdaliśmy zupę. Więźniowie prosili jeszcze o chleb i cebulę. Ponieważ wiedziałem, gdzie znajdują się magazyny, wziąłem ze sobą dwóch więźniów i udaliśmy się do nich. Znajdowały się naprzeciw szpitalika. Gdyśmy się zbliżali, poczułem nieprzyjemny zapach. Spojrzałem do okienka piwnicy, gdzie był magazyn słoniny i mięsa i zauważyłem stos trupów. Nic nie mówiąc zabraliśmy chleb i cebulę (magazyn znajdował się właśnie nad piwnicą) i wróciłem z więźniami do szpitalika (więźniowie nie zauważyli trupów). Chcieliśmy zostawić szpitalik otwarty, by więźniowie chorzy mogli wyjść na podwórze, ale sami prosili, by ich zamknąć. Później nadjechały podwody ze strażnikami, załadowano ich na wozy i odjechali. Co się dalej z nimi stało, nie wiem.

Kiedy o. Janowi Kulawemu pokazałem piwnicę, przeraził się bardzo, ale nie było wiele czasu na zastanawianie się, więc szybko zabrano łopaty i udano się na Bielnik, by wykopać grób. O. Jan Kulawy posłał po furmanki do Huty Szklanej i zaczęliśmy wywozić trupy. Trzeba było ich ułożyć na wozie, gdyż byli tak poskręcani i jeden trzymał drugiego, a zwłoki były już zastygłe. O. Jan Kulawy bardzo się napracował. Myśleliśmy, że to minie bez echa, tymczasem przyjechali Niemcy i już wiedzieli dokładnie, co i jak się to stało. Koniecznie chcieli znać ich nazwiska. Tymczasem myśmy wszystkie rzeczy, jakie mieli przy sobie, wrzucili do grobu i zakopali. O. Jan Kulawy miał z powodu tego pewne nieprzyjemności, bo po jakimiś czasie [Niemcy] odkopali grób i przeprowadzili badanie. Miały to być jakieś grube szychy (tuż przed II wojną światową udało się zlikwidować niemiecką sieć szpiegowską z ośrodkiem w Wolnym Mieście Gdańsku. Niemieckich szpiegów, którym dowodził Roman Wicherek, osadzono na Świętym Krzyżu. Gdy wojna wybuchła szpiedzy zostali rozstrzelani- przypomina autor), a pomiędzy nimi jakiś komisarz z gdańska, dobry kolega samego Hitlera. Uroczyście ich potem pochowano, strzelano [salwą honorową] nad grobem, przyjechał nawet jakiś generał. O. Janowi zarzucali, że ich nie pochował w trumnach i że nie odprawił nabożeństwa. O. Jan tłumaczył się, że to było niemożliwym, bo nie dałoby się włożyć do trumien, chyba by im poucinano ręce i nogi. nabożeństwa nie odprawił, bo nie wiedział, czy są katolikami. Chociaż był kapelanem więziennym, to jednak nie znał ich wszystkich z nazwiska, bo więźniów we wrześniu 1939 roku było około 1200.

Pewnego dnia (6 września 1939, przypomina autor) pokazały się samoloty i zrzuciły trzy bomby. Jedna padała na północne skrzydło, tak, że zawaliło się całe dawniejsze wejście i schody na podwórze i tylko mogliśmy wejść tylko przez piwnice, druga padła na krużganek w narożnik przy zakrystii kościoła i czarnego ołtarza i tutaj zaczęła się palić, bo nad krużgankiem znajdowały się warsztaty tkackie więzienne. Wszyscy gasiliśmy, a najwięcej pracował o. Cieślik. Myśmy nosili wodę i czystą i brudną. trzecia upadła na zabudowania więzienne. Musiał też uderzyć jakiś pocisk w kościół, bo pozostał rozbity dach i sklepienie. Po zbombardowaniu powiedziano nam młodym, że możemy być potrzebni w wojsku, więc wyruszyliśmy w drogę. Z Bratem Konradem dotarliśmy aż do Lublina, a Br. Józef do Wisły, skąd zawrócił na Święty Krzyż. Obaj z Br. Konradem Burczykiem chcieliśmy się dostać do Kodnia, jednak kiedy zauważyliśmy, że wszędzie są Niemcy, wróciliśmy z powrotem. Nikt nas nie legitymował i szczęśliwie dotarliśmy na Święty Krzyż.

Nastąpiło teraz porządkowanie domu i odgruzowanie oraz zabezpieczenie dachu na kościele i korytarza przed kaplicą…

o. Bogusław Harla OMI

01

WRZ

2023

1346

razy

czytano

swietykrzyz.pl

Prośba o modlitwę

Ogłoszenia duszpasterskie

Intencje mszalne

Księga gości

0

LICZBA OBLATÓW POLSKIEJ PROWINCJI

0

LICZBA OBLACKICH PLACÓWEK W POLSCE

Czy wiesz, że...

Co w trawie piszczy

strona głównaaktualnościSanktuariumNowicjatOblaciKontaktProjektyPolityka prywatności
Święty Krzyż - Klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.
Pasja
tworzenia

osób online: 5

Polityka prywatności Kanały RSS Mapa serwisu
SYSTEM ALP VISUAL PLUS | ALPANET.PL

WYSYŁANIE I ODBIÓR POCZTY

ZARZĄDZANIE POCZTĄ

ZARZĄDZANIE SERWISEM

STATYSTYKI ODWIEDZIN

KONTAKT

ul. Święty Krzyż 1
26-006 Nowa Słupia
NIP: 661 165 88 90
REGON: 040002752
Numer konta bankowego:
71 1240 1372 1111 0010 2122 5384

Telefony i adresy e-mail:
tel. 41 317 82 78
tel. 41 317 70 21
tel. +48 784 718 580
e-mail: infoswkrzyz@gmail.com
e-mail: admstr@swietykrzyz.pl

Poleć stronę
Wypełnij formularz polecający nasz serwis WWW
Formularz zapytaniowy
Wypełnij formularz kontaktowy
Facebook
Opinie
Dodaj wpis
Zobacz wpisy
Prośba o modlitwę
Dodaj prośbę o modlitwę
Zobacz wpisy

Twoja przeglądarka internetowa, bądź system operacyjny, nie wspierają lektora w podanej wersji językowej.